2009-06-17
21:04:57
17 czerwca 2009

No to już mamy wyniki... zdałam. Dziwne :)

Jutro egzamin ustny... moja grupa zaczyna o 13.00 a ja jestem ósma na liście. Chyba pójdę na 14.00. Tak po prawdzie nawet nie wiem, czy na pewno zdałam, bo źle napisali pierwszą literę mojego imienia i nie wiem, czy nie chcieli wpisać innej osoby... a, dowiem się jutro. Teraz czas na panikę, że brakuje mi prostych słów i na pewno nie zdam :)

skomentuj(0)




2009-04-11
21:50:27
11 kwietnia 2009

...hosanna, hosanna...
...Śpiewajcie Panu bo wielka Jego moc i chwała,
on z niewoli zła swój lud ocala...


Kocham tą piosenkę / pieśń ^^ Niestety w tym roku w mojej parafii do śpewania solo zwrotek wybrano jakąś kobitę, która miała... no, nie powiem że nieprzyjemny głos, ale jak śpiewała wysokie nuty to miałam ochotę zatkać uszy. Chociaż i kto to mówi, ja z moim głosem nadaję się co najwyżej do 'hosanna' [śpiewają to basy ^^]. Ach, dzisiejsze uroczystości... ognisko na dziedzińcu kościoła, świece... to chyba moja ulubiona msza, mimo że nigdy nie dotrwałam do procesji [późno, ciemno, mama zawsze idzie do domu a ja nie chcę sama wracać itd.]

skomentuj(0)




2009-03-03
12:42:59
3 marca 2009

Fantastyczny dzień ten wtorek - dopiero wstałam, bo pierwsze zajęcia mam o 15.00 :) Łacina, potem słownictwo, potem włoski... ciągnie się ta seria aż do godz. 20.00... dwa razy tak mam. Miałabym trzy razy, ale pomanipulowałam czwartkiem ;)
...rany. Mam nadzieję, że pani nie zrobi dzisiaj znienacka sprawdzianu ze słówek... wszyscy twierdzą, że dziś mamy ustalić termin, ale na studiach wszystko się może zdarzyć...

skomentuj(0)




2009-02-17
21:24:18
17 luty 2009

Międzynarodowy Dzień Kota :)
Z której to okazji 3 wiersze pana Klimka:

+
Chociaż to oczywiste,
tłumaczeń nigdy dość,
że pies, to pies,
że koń, to koń,
a kot,
to jednak Ktoś.

++

Był sobie dziad i baba,
już nie młodzi, choć w formie,
mieli synalka draba
i córkę - nawet w normie.
Mieszkali w jakimś bloku
w M-3 albo w M-4,
ale nie było tłoku,
choć gratów od cholery.
Można nawet powiedzieć
- miejsca było bez liku,
bo synek poszedł siedzieć,
a córka na odwyku.
Tak się więc zacnej parze
zupełnie dobrze żyło,
aż - że się tak wyrażę -
dziadowi odbiło:
Zobaczył w telewizji jakieś Miss-wybory,
zerknął na babę, po czym zasępił się srodze,
ściągnął z półki walizę i powiedział: sorry,
pakuję swoje bety, kota i odchodzę.

- Kota? - krzyknęła baba - wybij sobie z głowy!
Ty możesz iść do diabła, kot jest mój. Domowy.
I to ja go karmiłam!
- A ja go przyniosłem!
Nie bądź taka uparta!
- A ty nie bądź osłem!
- Biorę kota.
- Zostawisz.
- Spłacę ci go w ratach.
- Zostaw!
- Jak to? Zostawić go po tylu latach?!

Kłócili się zaciekle,
aż kot na nich prychał,
dziad wyrzucił z walizki
co tam poupychał
i powiedział: - Zostaję,
słabo się dziś czuję.
Bo człowiek się do kota jednak przywiązuje.

++

Dziadek szachista
chował dwa koty.
Wychodził z nimi
zwykle w soboty,
siadali razem
w parku, a potem
grał w szachy z jednym
lub drugim kotem.

Przechodzień jeden,
drugi, czy czwarty,
uważał, że to
zwyczajne żarty,
że dziadek sobie
pionki układa,
a kot tam tylko
tak sobie siada.

Jednak jesienią
któregoś rana
dziadek akurat
tracił hetmana
i to zdarzenie
widział przypadkiem
ktoś, kto w tym czasie
stanął za dziadkiem.

- O ja cię! - Krzyknął
zdziwiony szczerze,
bo sytuacja
zdumiała go ta -
Patrzę i prawie
oczom nie wierzę,
skąd tak mądrego
zdobył pan kota?

- dzież on tam mądry -
odburknął dziadek -
Ten hetma, to był
czysty przypadek.
Ja tu z nim panie
grywam od lata,
a prawie zawsze
daję mu mata.

skomentuj(0)




2009-01-30
20:22:53
30 stycznia 2009

Ha, dzisiaj po 22.00 można będzie zapisywać się na lektoraty! :) Jestem trochę rozdarta - z jednej strony przypuszczam, że spora część osób może się rzucić na zapisy właśnie o 22, za czym zablokują USOSa i nie będzie można nic na nim zrobić więc bez sensu pchać się z nimi, a z drugiej strony... ee, przecież wcale nie wiem, czy rzeczywiście tyle osób będzie tam o tej porze, może im się nie będzie chciało? A osobiście chciałabym już to mieć z głowy, więc może poczekam do 22? Nie wiem, jutro o 10.00 mam być w C.P. żeby omówić mój oblany egzamin, chciałabym się wyspać przedtem... a, 22 to jeszcze nie jest tak późno. Zobaczymy.

skomentuj(0)




2009-01-28
20:38:04
28 stycznia 2009

Dzisiaj ostatni dzień zajęć przed sesją... no i część praktyczna egzaminu z wstępu do literatury. Dostaliśmy trzy kartki: fragment wiersza Appolinaire'a, który zanalizowaliśmy formalnie, fragment powieści "Kraksa", którą też poniekąd omówiliśmy (autor mi umknął, niestety), i fragment "Świętoszka". Do wiersza była analiza i interpretacja, do prozy pytanie o narrację i narratora, a do dramatu o funkcje dialogu. Osobiście najwięcej napisałam o wierszu a na pozostałe dwa pytania odpowiedziałam krótko, inni twierdzili podobnie. Może nie będzie tak źle... (czytaj: i tak nadal się boję że obleję). No cóż, wszystkiego dowiem się we wtorek.

skomentuj(0)




2009-01-27
20:25:29
27 stycznia 2009

Dostałam piątkę z łaciny. No ale numer.
Znaczy nie, żeby to oznaczało, że jakieś herkulesowe wysiłki są do tego potrzebne... nie, wystarczy mieć wszystko pozdawane, nie mieć problemu z nieobecnościami i mieć elegancki zeszyt. I tyle. Po prostu łacina to dla mnie trudny przedmiot, więc otrzymanie z niego piątki to taki trochę szok :)

skomentuj(0)




2009-01-09
20:13:48
9 stycznia 2009

Zasłyszane na literaturze:

Pani ma przyjaciela, z którym przez długi czas spierała się o to, czy lepsze są książki papierowe (opinia pani) czy elektroniczne (opinia przyjaciela). Pewnej zimy pisali do siebie maile, i przyjaciel pani zawiadomił ją, że strasznie mu się nie chce wychodzić w taki okropny mróz, ale skończył mu się papier toaletowy, więc musi iść na zakupy. Pani odpaliła, że wreszcie znalazła ostateczny argument za wyższością książek nad palmtopem - tym drugim się nie podetrzesz. Nie otrzymała na to żadnej odpowiedzi.

Kocham te zajęcia <3

Przerabialiśmy dzisiaj Percewala. Nie zdołałam go przeczytać, bo zabrakło egzemplarzy w bibliotece, ale teraz czuję, że muszę. Percy jest histeryczny. Gdy wyruszał w podróż na dwór króla Artura, mamusia pouczyła go, żeby chodził do kościoła, opisała, jak kościół wygląda, nakazała być uprzejmym wobec dam, powiedziała, że pierścień otrzymany od dziewczyny uczyni go oficjalnie jej rycerzem. Percy słuchał jednym uchem. Jadąc, zobaczył namiot i pomyślał, że to kościół. W środku była dziewczyna. Tak mu się coś mętnie przypomniało, że mamusia mówiła o pierścieniu... Percy pocałował dziewczynę, zabrał jej pierścień, zjadł cały prowiant, który znalazł w namiocie, i poszedł dalej.  Genialny jest <3

Wreszcie mam spokój z esejem ^^ Oddałam go dziś, zobaczymy, co dostanę.

skomentuj(0)




2009-01-06
20:19:02
6 stycznia 2009

Nie było dziś kolokwium z łaciny. Przełożone na przyszły wtorek.

Niby dobrze, że nie było, bo nic na nie nie umiałam, ale za to teraz muszę się denerwować tym samym jeszcze tydzień dłużej, a nie sądzę, żebym wtedy więcej umiała. Dodatkowo, pani zapowiedziała, że mimo horrendalnej ilości słówek do wykucia [ten fragment to akurat moja prywatna opinia], kolokwium będzie bardzo krótkie, a potem pani będzie jeszcze pytać z gramatyki. Rzecz jasna, ja pozaliczałam już wszystko, co umiałam, i zostały mi tylko trudne, długi rzeczy, więc oprócz słówek mam jeszcze gramatykę na głowie.Horror. Horror.

Już nie myślę przez tę łacinę. O mało nie napisałam kolokwium przez ó =='

skomentuj(0)




2009-01-02
20:40:59
2 stycznia 2009

Mieliśmy dziś księdza po kolędzie. Proboszcza.

Miał rozpocząć kolędę na naszej ulicy o 10.30, spodziewaliśmy się więc, że dotrze do nas około 12, 13. Przygotowałam prywatną demonstrację - ubrałam czarną bluzę z kapturem, czarne dżinsy, czarne kolczyki, paznokcie i oczy pomalowałam na czarno. Zaplanowałam sobie, że zapytam proboszcza o ten fragment z Biblii, który już od jaiegoś czasu mnie dręczy, i że będę super grzeczna. A tak, może a nuż przełamie to stereotyp czarne ciuchy = satanista itd.

Ksiądz przyszedł o 17... po 17. Cały dzień nam rozwalił. Ale przynajmniej wyjaśnił mi tę Biblię. miałam problem, bo jest taka formułka "niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze dziewica", a w ew. św. Marka jest informacja o braciach i siostrach Jezusa. Ktoś mi próbował wcześniej wcisnąć kit, że tu chodzi o wspólnotę duchową, ale nie dałam się zrobić w balona. Ksiądz wyjaśnił, że w czasach Jezusa tak sie mówiło na kuzynostwo. Aha! Czyli różnice kulturowe przyczyną nieorozumień... normalne.

skomentuj(0)




2008-12-31
11:12:54
31 grudnia 2008

Ostatni dzień tego roku… ma coś wspólnego z moimi urodzinami. Coś bardzo irytującego. I w moje urodziny, i na Sylwestra, ludzie [z paroma chlubnymi wyjątkami] oczekują, że będę gdzieś się bawić. Kiedy mnie o to pytają odpowiadam – tak, mam zamiar świetnie się bawić. Usiądę sobie w fotelu z jakąś grubą książką, najlepiej fantasy albo kryminałem, i będę czytać, a jak skończę, to wezmę następną. Potem następuje salwa śmiechu, która przeradza się w niedowierzanie i stupor kiedy zapewniam że wcale nie żartuję.

Imprezy są dla mnie tym czym jej była dyrektorka dla mojej mamy [tytułem wyjaśnienia: moja mama tej baby nie cierpi. Kropka]. Nienawidzę tańczyć [koszmar z ulicy Wiązów], i nie lubię alkoholu, z wyjątkiem paru kropli rumu do herbaty. W dodatku mam pijakofobię [tłumaczyć chyba nie trzeba…]. Ludzie, po co? Po co wyłazić z domu w jakiś dziki tłum, jeżeli transmisję z koncertu na Rynku, jak już się bardzo chce, można obejrzeć w telewizji? W domu jest spokojniej, prościej, przyjemniej… no i czyściej. I bezpieczniej, bo nie ma żadnych nawalonych imprezowiczów rzucających pustymi flachami po piwie [relacja mojej mamy z Rynkowej imprezy sprzed 3 lat].

Osobiście zachęcam wszystkich do pozostania w domu… a jeśli macie koty, poświęćcie im ciut więcej uwagi koło północy. Mój Joki nie boi się fajerwerków, i nawet chętnie je ogląda, pod warunkiem że trzymam go na rękach. Jeśli nie, panikuje i ucieka do łazienki. Przetestujcie.



skomentuj(1)




2008-11-27
21:11:16
27 listopada 2008

No i mamy zapowiedziane pierwsze kolokwium... znaczy nie tak całkiem pierwsze. Pani od gramatyki zapowiedziała wcześniej, ale jak na razie nie podała konkretnej daty, tylko że "będzie", więc to się nie liczy. Pytanie z łaciny co zajęcia też się chyba nie liczy...
Nasze pierwsze kolokwium będzie ze wstępu do językoznawstwa, 11.12 - w urodziny przyjaciółki, genialny termin... ciekawe, czy w moje coś wypadnie. Kolokwium będzie tylko z materiału, który jak dotąd przerobiliśmy, i jak ktoś będzie miał dobry wynik, na egzaminie nie bedzie już zdawał tej partii materiału drugi raz, tylko resztę. Fajnie ^^
Trzeba się będzie przygotować... dobrze, że językoznawstwo to całkiem ciekawy przedmiot, i nie tak znowu piekielnie trudny ^^

skomentuj(0)




2008-11-25
19:15:09
25 listopada 2008

Pytanie z łaciny wciąż wisi nade mną jak miecz Damoklesa... Boże święty, boję się. I do tego nadal nie wiem, czy mam zaliczone czasowniki... Łacina to taki przerażający przedmiot... do tego niezrozumiały, a przynjmniej niektóre tematy [jak przymiotniki III deklinacji]. Ych.
Chyba już wiem, co zawalę. To właśnie. [i ewentualnie wstęp do literatury... chociaż ten przedmiot jest chyba łatwiejszy do przyswojenia, bo to w sumie taki ichniejszy polski...]

skomentuj(0)




2008-10-08
19:57:45
8 października 2008

Co za dzień... miałam dzisiaj wcześniej skończyć, ale wróciłam po 17...

Na dobry początek mieliśmy pierwsze zajęcia z wstępu do literatury. To chyba jeden z tych przedmiotów, na które trzeba mieć osobny zeszyt, niezależnie od tego, przez ile semestrów będziemy go mieć, bo sporo na nim piszemy, głównie definicje różnego autoramentu. Paulina i Renata miały w tym czasie swoją opcję literacką, więc ich nie było. Po zajęciach pojechałam od razu na Piastowską i siedziałam tam do 13.30, robiąc notatki na językoznawstwo. A potem zaczęły się schody.

Pan od WF-u powiedział, że ci, którzy chcą się całkowicie bądź częściowo zwolnić z WF-u muszą udać się do przychodni na Armii Krajowej i tam starać się o jakiś termin i dopiero potem... jakoś okropnie to wszystko brzmiało. Potem powiedział jeszcze, że do tego w ogóle nie potrzeba mieć książeczek zdrowia, co mnie bardzo ucieszyło, ponieważ u nas nikt ich nie ma ^^; Postanowiłam, że załatwię wszystko od razu, więc zamiast do domu, powędrowałam od razu do przychodni [jakoś nawet ją szybko znalazłam].

No więc tak. Najpierw stałam w kolejce do rejestracji. Zdążyłam zjeść kanapkę i wypić pół Nestea. Kiedy w końcu przyszła moja kolej, dowiedziałam się, że ponieważ mam tak zwaną "typowo okulistyczną sprawę", będę mogła jakoś załatwić zwolnienie, nawet jeżeli nie mam książeczki zdrowia. Aha, psze pana, "ależ oczywiście że nie trzeba w ogóle książeczki", tak tak, i co jeszcze?

Pani w rejestracji skierowała mnie do pani okulistki na piętrze, kazała zapytać, czy mnie dziś przyjmie, i wrócić potem na dół. No to poszłam. W połowie drogi ogłuszyły mnie wizgi wierteł, bo oczywiście trafiłam na remont. Również oczywiście, pani podał mi zły numer gabinetu, więc zleciałam całe piętro w poszukiwaniu pani okulistki. W końcu ją znalazłam, nastałam się nieco w kolejce, a jak weszłam, wyjaśniłam o co chodzi. Pani dała mi mały papierek z podpisem i pieczątką, i kazała iść z tym na dół do rejestracji. Zapytałam, czy mam potem wrócić, to popatrzyła na mnie dziwnie i powiedziała, że tak. No co, kto pyta, nie błądzi [i rzeczywiście...]. Poszłam sobie więc na dół ze świstkiem, znów ogłuszyły mnie wiertła, znów stałam w kolejce do rejestracji, w rejestracji wyrobili mi kartę, potem wróciłam na górę i znowu się nastałam, czy raczej nasiedziałam, w kolejce, która zdążyła tymczasem cokolwiek urosnąć.

Pani wywoływała, jak się okazało, nazwiskami, a jeżeli kogoś wołanego nie było, mogła wejść osoba niezarejestrowana. Ja byłam właśnie w tej drugiej kategorii, więc zamiast siedzieć i się nudzić, zaczęłam czytać Rolanda [ha! Nie wiedziałam nawet, co mnie czeka, Rolanda tak sobie wepchnęłam do torby… no opatrzność Boża normalnie]. Tym sposobem, zanim przyszła kolej na mnie, miałam już odbębnioną lekturę na piątek ^^ Kiedy już weszłam do gabinetu, zrobiło się małe zamieszanie: jakiś chłopak wszedł ze mną. Pani posadziła mnie na stołku, a on pokazał jej identyczny świstek, jak ja wcześniej dostałam, i pyta, co ma z tym zrobić. Pani popatrzyła na niego dziwnie i przypomniała mu, że kazała mu iść z tym na dół. Na to on mówi, że na dole go odesłali na górę. No to pani się wkurzyła i pyta faceta, z jakiego jest kierunku. On coś odmamrotał, nic nie zrozumiałam, ale pani chyba tak, bo powiedziała: „no tak, z elitarnego kierunku, to oczywiście najprostszych poleceń nie umie zrozumieć”. Zapytała mnie, z jakiego kierunku ja jestem, ja na to, że z romanistyki. Na to pani: „no widzi pan, dziewczyna jest z normalnego kierunku, to wszystko zrozumiała”. Ja tam uważam, że niewiele było do rozumienia, i pani, i ludzie w rejestracji powiedzieli mi co mam robić… nie wiem, czemu facet nie zrozumiał. Potem to już było normalne badanie i dostałam karteczkę… cała ta impreza zajęła łącznie prawie 4 godziny ==’ Super…



skomentuj(1)




2008-10-07
20:44:23
7 października 2008

Matko... nie będę co prawda chodzić na WF, ale pierwszy już mam odbębniony [a właściwie nawet drugi, jeśli liczyć moje kasztanowe wyskoki].
Dzisiaj z jakiegoś powodu [ja podejrzewam, że przeciągnęła się ta jakaś uroczystość z wręczaniem księgi pamiątkowej, na którą poszła większośc wykładowców], nie mieliśmy pierwszych zajęć. Po 20 minutach poszliśmy sobie, za czym zamiast okenka od 13.00 do 15.00 mieliśmy ciut ponad 3h wolnego. No i co z tym zrobić?
Razem z dziewczynami postanowilyśmy załatwić ubezpieczenia [znaczy, Paulina i ja, bo Renata już miała]. Potem przeszłyśmy przez papierniczaki, w których były zniżki. Potem poszłyśmy na Focha, zapisać się do tej biblioteki, którą polecała pani od językoznawstwa, mając nadzieję że bedzie tam do wypożyczenia Wierzbicka [której nigdzie indziej nie uświadczysz]. Oczywiście, biblioteka była na samiutkim końcu Focha, i musiałyśmy całego przejść, żeby tam dotrzeć. Nasza poszukiwana książka była! Poczekałyśmy 30 minut, żeby zeszła do nas na dół [tam się to tak jakoś dziwnie odbywa], i wykorzystałyśmy ten czas na posiłek. Książki dotarły, no to my dawaj na Piastowską żeby znaleźć budynek, w którym jutro będzie WF. W tym momencie to już było późno, a my miałyśmy dość daleko... więc wracałyśmy owczym pędem! Dotarłyśmy na czas, ale byłyśmy wykończone. Ufff.
Tak poza tym, to nienawidzę wtorków. Te pierwsze zajęcia, których nie było, to konwersacje, a ja nie cierpię mówić. Potem była łacina, na której niestety nie padło podstawowe pytanie: "czy jest ktoś, kto nigdy wcześniej nie uczył się łaciny?" Czarno to widzę, czarno. Potem zaś była filozofia, gdzie to dowiedziałam się, że będę musiała zrobić referat, żeby zaliczyć rok. Pal sześć konieczność pisania streszczeń z każdego tematu, jaki będziemy omawiać, mogę pisać, nie ma sprawy, ale czemu musze mówić? Ja nie lubię mówić, jak mnie ktoś słucha! Łaaa!

skomentuj(0)




2008-10-06
20:18:02
6 października 2008

Dość produktywny dzień, ten poniedziałek. Plan mamy dziki... od 9.45 do 11.15 zajęcia, potem 2 godziny przerwy, potem zajęcia od 13.15 do 14.45, 2h przerwy, i zajęcia od 16.45 do 18.15, i do domu. Albo do biblioteki, zależy.
Te przerwy da się nawet zagospodarować. Dziś na pierwszej przerwie poszłyśmy do biblioteki Jagiellońskiej założyć konta. Mi się udało, i Karolinie, ale biedne Renata z Pauliną dostały wybrakowane indeksy, więc nastały się w tej wielkiej kolei na próżno. Potem stały w innej wielkiej kolei - do sekretariatu, żeby oddać indeksy do podbicia. Nie dostały pieczęci od razu, tylko musiały zostawić, a bez indeksu jak bez ręki...
Na drugiej przerwie chciałyśmy załatwić ubezpieczenia, ale przypomniało mi się, że nie wiem, czy nie jestem już ubezpieczona - w takim przypadku już nie musiałabym tutaj... poza tym według wiszącej koło sekretariatu kartki ubezpieczenia miały być czynne do 15, a przerwa zaczynała się nam o 14.45, w życiu byśmy nie zdążyły. Tak więc to przeszło na dzień następny. O, i wreszcie mnie te mięśnie przestały boleć ^^ Hura!
Ale nawet bez zalatwiania ubezpieczeń dzień i tak był produktywny. No i okazało się, że nasz pan od leksyki / cywilizacji to bardzo miła osoba - wyjaśniał nam wszystkie wątpliwości co do planu, egzaminów, powiedział co kiedy będziemy mieć i takie tam różne przydatne informacje których nikt inny nie uznał za stosowne nam zdradzić ["a niech se sami szukają, dorośli są przecież, nie?"].


skomentuj(0)




2008-10-03
18:40:19
3 października 2008

Super dzień. Od dziś kocham piątki.
Mieliśmy dziś 2 zajęcia z literatury, wykład i ćwiczenia. Nasza pani jest świetna. Nawet jak te zajęcia będą nie wiem jak trudne, czasochłonne, wyczerpujące i nie wiem co tam jeszcze, i tak będę je lubić ze względu na nią. A dlaczego? Dykteryjki.
*
Pani opowiadała nam o brytyjsko-francuskich animozjach, i podała przykład potwierdzający że istnieją do dziś. Rozmawiała sobie raz z brytyjskim konsulem, nie wiem z jakiej okazji. Na pytanie, czym się zajmuje, odrzekła, że specjalizuje się w literaturze średniowiecznej francuskiej, w szczególności arturiańskiej. Na to konsul oburzony:
"But that's British!"
"But it was written in French," odparła pani. Na to konsul elegancko i dystyngowanie mruknął do siebie pod nosem:
"Those fucking French steal everything..."
*
Pani wyrzuciła grę komputerową swojego syna po zobaczeniu sceny otwierającej. Akcja gry osadzona była w epoce średniowiecza, a w openingu można było zobaczyć chłopa, zakutego w dyby, i obrzucanego przez stojących na placu ludzi zgniłymi pomidorami.
"No i jak ja mogłam nie wyrzucić tej gry? Przecież na litość, w średniowieczu nie było pomidorów!"
*

Pani troszeczkę się pomyliła co do naszego poziomu znajomości francuskiego, w sensie że za wysoko nas oceniła. W połowie wywodu zapytała, kto rozumie wszystko... 3/4... połowę... 1/4... po czym załamała się, dostawszy odpowiedź, że właściwie to "rozumiemy kontekst". Biedna pani. Wyjaśniła nam wszystko jeszcze raz po polsku, i pozwoliła przeczytać Rolanda jednak po polsku, z zastrzeżeniem, żeby zapoznać się chociaż z fragmentami oryginału, żeby zorientować się w rytmice, asonansach itp. Po zajęciach [pani nas puściła wcześniej!] poszłyśmy z dziewczynami zapisać się do biblioteki romanistów i pożyczyć te Rolandy... udało się ^^ potem jeszcze był kurs na Rajska po Rolandy po polsku, i kserowanko Wierzbickiej na czwartek w czytelni [nigdzie indziej nie było]. I koniec! Teraz weekend... pewno szybko zleci.

skomentuj(0)




2008-10-02
21:20:15
2 października 2008

Dziwny dzień.
Pierwsze zajęcia rzeczywiście były po francusku, z rodowitym Francuzem. Pan kazał się nam poprzedstawiać, coś tam nawet wydukałam Blech, to ja powinnam być w niższej, a nie oni w wyższej... Na szczęście pan starał się mówić wolno, więc cośkolwiek zrozumiałam. Zapewnił też, że większość zajęć mamy po polsku, czym mnie dosyć uspokoił.
Po wyjściu, przy windzie spotkałam dwie dziewczyny, które rozpoznałam z poprzednich zajęć - Renatę i Paulinę. Razem poszłyśmy szukać numeru 2 na Krupniczej, który dał się znaleźc stosunkowo łatwo. Po drodze trochę rozmawiałyśmy, a ja jadłam - nie chciało mi się już czekać do następnej przerwy, bo z nerwów rano nie zjadłam w ogóle śniadania i czułam się, jakbym połknęła żabę.
Następne zajęcia były po polsku, więc jakoś przeszły, aczkolwiek na językoznawstwo mamy zakupić 3 książki [z moim szczęściem pewnie nie będę mogła ich znaleźć], a fonetyka była dość trudna... wymowa francuska potrafi dać w kość, a te krzaczki, którymi się zapisuje dźwięki, jeszcze bardziej.
No cóż, potem było jeszcze gorzej... po 3 zajęciach na Krupniczej, przyszedł czas wybrać się na Wenecję. Osobiście wiedziałam ylko, gdzie jest ulica, numeru 2B w życiu nie widziałam. Szukałyśmy chyba z 20 minut... na szczęście towarzyszyła nam Monika, która poprosiła kogoś, kto wiedzial, gdzie jest ów nieszczęsny dom, o przysłanie mapki okolic z zaznaczonym numerem 2B. Był na przeciwnym końcu ulicy... jeszcze w życiu nie widziałam tak durnej numeracji. Na początku 1, potem 19, a potem numery spadają, i 2A jak również 2B były na samym końcu! Koszmar. I oczywiście wszyscy już byli na miejscu, no skąd oni wiedzieli?! No pytam się...
Po takim dniu to nic tylko iść spać. No ale skoro przeżyłam czwartek, to wszystko inne też przeżyję, bo czwartek jest zdecydowanie najgorszy.

skomentuj(0)




2008-10-01
22:00:46
1 października 2008 nr 2

Co za dzień.
Na tym spotkanu o 16.30 pisaliśmy test, wyniki były o 19, to już zaczekałam... i nie wiem jakim cudem dostałam się do najbardziej zaawansowanej grupy...jakim cudem, nooo?! Na szczęście okazało się w końcu, że to pomyłka ==' jestem w grupie 3... i w grupach II, II, 2/3/4, i 3/4... i chyba w jeszcze jakiejś... cholera no, za skomplikowane to wszystko! A ja jeszcze na dokładkę nie wiem, czy mam dobry plan, bo zapisywałam dla grupy 4 a jestem w końcu w 3! Cholerny świat... na szczęście złapałam jakieś ksero, ale nadal nie wiem, czy mam dobre rzymskie grupy... a cholera z tym!
Po tym, jak usłyszałam, że mam mieć zajęcia po francusku, wróciłam do domu w histerii, że uciekam stamtąd itp... na szczęście mama mnie uspokoiła już całkowicie, bo ja sama zrobiłam to tylko połowiznie. Autosugestia nie działa jednak tak dobrze jak rozmowa z mamą.
W czwartek mamy chory plan. Najpierw zajęcia od 9.45 do 11.15, potem bieg, żeby zdążyć w 15 minut na drugi koniec Krupniczej, na następne zajęcia. Potem zajęcia od 11.30 do 13.00, potem kwadrans przerwy, zajęcia od 13.15 do 14.45, kwadrans przerwy, zajęcia od 15.00 do 16.30, kwadrans żeby przebiec całą Krupniczą i znaleźć nr 2B na Wenecji [dalej nie wiem gdzież on jest], i zajęcia od 16.45 do 18.15. Ufff. Cudo po prostu. Ale reszta dni jakaś lepsza...
Dobra. Nie wiem, jak to będzie z zajęciami po francusku... może mi sie uda przenieść do niższej grupy, bo nie wiem...


skomentuj(0)




2008-10-01
14:15:18
1 października 2008

Au.
Dzisiaj, żeby uroczyście rozpocząć rok szkolny [a właściwie to dlatego, że obiecałam Adze, że spotkam się z nią pod nekrologami i razem pójdziemy na Auditorium Maximum] poszłam do św. Anny na mszę o 9.00.
Na mszy spotkałam najpierw dwóch kolegów z mojej licealnej klasy, a potem Ulę i dziewczynę z jej kierunku, z którą zapoznała się wcześniej. Oczywiście, z powodu tłumu, w środku mszy poczułam się słabo i wyszłam [nie cierpię tego]. Na komunii dziewczyny przyszły do mnie, i resztę mszy stałyśmy w bramie. Potem przeszłyśmy na drugą stronę ulicy wyglądać Agnieszki. Przyszła szybko, potem przyszedł jeszcze jakiś chłopak z ich kierunku, i wszyscy razem poszliśmy do sekretariatu polonistyki [ja tak na doczepkę]. Na AM w końcu nie poszłyśmy, bo Ula powiadomiła nas, że potrzebne zaproszenia. Ups.
Potem, żeby dowiedzieć się czegoś o WF-ie, wszyscy przeszliśmy od Gołębiej do wylotu Karmelickiej, całą Karmelicką, Królewską, kawałek Bronowickiej, i duży kawał Piastowskiej... Boże. Ile to kilometrów? Nie wiem, ale pod koniec czułam się, jakby nogi miały mi zaraz odpaść. A jak już się rozstaliśmy, poszłam do domu na nogach, zamiast już iść do tramwaju... zachciało mi się iść na skróy, koło bloku mojej babci.
No i oczywiście, zamiast, z uwagi na moje zmęczenie, iść prosto do domu żeby odpocząć, zatrzymałam się i zaczęłam zbierać kasztany. Zczyściłam placyk pod jednym kasztanem, zawalając tym obydwie kieszenie w mojej dżinsowej kurtce [musiałam je pozapinać, bo inaczej kasztany wylatywały, tak ich dużo upchnęłam...], a placyk pod drugim kasztanem też ogołociłam, tym razem używając jako pojemników kieszeni od spodni i mojej małej torebki, ogołoconej z rzeczy [rzeczy niosłam w ręce]. Kasztany zlatywały z drzew, waliły w auta, podłogę, yy, ziemię, włączały alarmy, wpadały za maski... jakoś się nawet dziwnie nie bałam, że mnie który trafi...
Jak w końcu doszłam do domu, wzięłam prysznic i policzyłam te kasztany... 153 sztuki. Wow. A z moimi mięśniami... nie wiem, jak sie nazywają te z przodu ud... coś nie tak. Bolą, jak wstaję, siadam, i łażę po schodach. No cóż, mam za swoje.

skomentuj(0)




2008-09-16
22:03:58
16 września 2008

No to jesteśmy już na półmetku...

Dziwne, ale już się tak nie denerwuję studiami. To chyba tylko chwilowy zastój, zapewne nerwy powrócą na parę dni przed pierwszym października... A tak a propos, wciąż nie wiem, gdzie i o której rozpoczęcie roku... chyba to najbardziej mi ciąży...

Zrobiłam nowy szalon z moimi dwiema ulubionymi bohaterkami ^^ nie zdawałam sobie nawet sprawy, że uczciłam nim swoją miesięcznicę (18 lat i 8 miesięcy).

Przez cały sierpień nic nie napisałam... ups. Uzupełnię to; nienawidzę mieć luk! Przynajmniej mam materiał na nowe notki, bo teraz w domu ciągle coś się dzieje... nie mówiąc już o ilości materiału która pojawi się w sposób naturalny w październiku (studia, studia...)

Zastanawiam się, czy dodać muzykę na bloga... naprawdę nie wiem. Poza tym z moim niezdecydowaniem albo wybierałabym utwór do następnej zimy, albo zmieniałabym go co tydzień ^^' Mój drugi projekt to zamieszczenie linków do dostępnych w sieci odcinków serii Pokemonów z May i Dawn... czyli przynajmniej pierwsze 5 serii odpada. W przedbiegach. No bardzo przepraszam, ale nie będę promować odcinków, w których ta morska krowa jest jedną z głównych bohaterów...

A babcia dziś znów zrobiła ze mnie idiotkę. Nic nowego... co za kobieta, słów na nią nie mam. Przez nią mama ma siwe włosy i rozstrój nerwowy...

skomentuj(0)




2008-09-05
17:21:56
5 września 2008

Boże kochany, co za koszmar! Dobrze że już się to wszystko skończyło, bo niedługo byłabym bardziej siwa niż moja babcia ze zdenerwowania...

Wczoraj, zanim wyszłam do biblioteki, pozamykałam wszystkie okna i drzwi, ponieważ zostawiałam pusty dom (nie licząc kotów). W domu przyuważyłam tylko Glutkę, ale założyłam, że nawet jeśli zamknę pozostałą dwójkę, to sobie przecież poradzą... Nie!

Kiedy wróciłam, mama poinformowała mnie, że około 10 minut temu, zaraz po jej przyjściu, Joker wdał się na dole w ogrodzie w bójkę z burym kotem, który często chodzi po okolicy... znaczy, bardziej uciekał w panice przed burym niż się bił, to w końcu Joker-misiu... W każdym razie chodziło o to, że uciekł w panice i nie wrócił, a zbierało się na deszcz! Rzuciłam gdzieś torbę (potem znaleźć nie mogłam, ale to normalne) i poszłyśmy z mamą na obchód po okolicznych ulicach. Dwie sąsiadki nam niezależnie powiedziały, że widziały (i słyszały) naszego rudego, jak pędził w stronę torów kolejowych, Jezusie Maryjo...

Nie znalazłyśmy go, a jak tylko wróciłyśmy do domu, rozpętała się burza, taka głośna... Ja lubię burze z piorunami, ale koty nie, boją się, i jeszcze lało jak z cebra... cały czas wisiałam w otwartym oknie wyglądając, czy Joki nie idzie, w końcu tata mnie zapędził do środka i kazał zamknąć (okno? się?). Jak się trochę rozpogodziło, to wyciągnęłam z kolei tatę na poszukiwania, ale znowu nic... Rany, jak ja się martwiłam... że coś się Jokiemu stanie, że go ktoś ukradnie albo uszkodzi (niektórzy ludzie są gorsi niż każdy inny kataklizm), że się zgubił i nie wróci - przedtem nie wychodził wcale do ogrodu, tylko raz i to niedaleko, bo się wystraszył, nawet wrócić sam nie mógł...

Już późniejszym wieczorem zadzwoniła do mamy pani Ela i opowiedziała o kocie jej sąsiadów, co ma osobowość dokładnie taką jak Joker. Ponoć jak wyszedł pierwszy raz, to nie wrócił przez tydzień i ci sąsiedzi się okropnie martwili, ale po tygodniu się pokazał z powrotem, i to dobrze odżywiony i czysty... Miałam nadzieję, że z Jokim też tak będzie. Skończyło się na tym, że pomodliłam się do Boga, żeby sprowadził Jokera zdrowo i bezpiecznie do domu... no i w miarę szybko...

Rano mama mi powiedziała, że Joki wrócił o 3 w nocy przez otwarty balkon! Obudził ją, więc dała mu kolację, ale zła była na niego, bo przykurzony wrócił i strasznie brudne miał nogi... Ja tam najpierw w ogóle nie zauważyłam, bo się cieszyłam, że wrócił, i takie pierdoły jak czystość futra mi zeszły na dalszy plan... ale mama go próbowała wyczesać taką gigantyczną szczotą, to ją łapał jak zabawkę.

Dzięki ci, Boże.

skomentuj(0)




2008-08-15
12:20:35
15 sierpnia 2008

Matki Boskiej Zielnej.

Tego sierpnia nie ma o czym pisać.

skomentuj(0)




2008-07-26
14:11:19
26 lipca 2008

Ile problemów z tymi studiami…

Żyję w ciągłym stresie (aż mama mi dała pastylki na uspokojenie) przez to, że w amoku wybrałam zły poziom zaawansowania… muszę to naprawić! Zanim osiwieję…

I jeszcze zwolnienie z WF-u… tym razem mam całkiem dobrą podstawę. Po 5 latach przerwy… hehe… poszłam do okulisty. Wcześniej się bałam, bo po zmianie okularów świat mi się kołysał i bolały mnie oczy/głowa… to takie dziwne uczucie, nawet ciężko opisać… w każdym razie skutecznie odstraszało mnie od okulisty. W końcu jednak poszłam (zniżkowe kupony, zachęta jak żadna inna ^^), i mam teraz mocniejsze szyby. Są wystarczająco mocne, żebym automatycznie była zwolniona z WF-u… podobno nawet mężczyźni w wojsku dostają jakąś kategorię, jeśli mają wadę większą niż -5 dioptrii… A jeśli chodzisz do szkoły/ na studia, wada powyżej -5 jest podstawą do zwolnienia z WF-u, ale tylko jeśli nosisz okulary – w przypadku soczewek kontaktowych już nie. Dla mnie to akurat nie problem, bo nie wyobrażam sobie, żebym kiedykolwiek mogła zacząć nosić soczewki.. brr…

Po 1 sierpnia można zacząć wpłacać 21 zł na indeks… potem do 15 trzeba przynieść potwierdzenie zapłaty do sekretariatu… wtedy przy okazji się zapytam o to wszystko…




skomentuj(0)




2008-07-23
12:52:17
23 lipca 2008

Kolejny durny błąd…

Poszłam do C. Paderevianum (właśnie się dowiedziałam, że ten budynek się tak nazywa ^^) zanieść dokumenty do sekretariatu romanistyki… Błąd popełniłam dopiero na miejscu, ale podróż też była bardzo ciekawa. Najpierw pojechałam windą na VII piętro, bo tam według „drogowskazu” znajdował się sekretariat romanistyki… na miejscu zastałam wiszącą naprzeciw drzwi kartkę z informacją „zapisy na studia p. II sala numer jakiś tam”.

Haha. Zjechałam na dół, na drugie piętro, i czekałam jakiś czas w kolejce do tejże sali, tylko po to by dowiedzieć się, że to są zapisy dla przypadków wyjątkowych, a dokumenty zanosi się na siódme piętro… o mamo. Ale ludzie, którzy mnie o tym poinformowali, byli przemili… mieli nawet na drzwiach taką fajną wywieszkę: „zapisy do 16 a nawet po jeśli komisja będzie jeszcze żyła” czy jakoś tak… w każdym razie sympatyczne ^^

Pojechałam na VII piętro, gdzie okazało się, że mam jeszcze 30 minut do otwarcia sekretariatu… zeszłam więc na szóste piętro usiąść sobie na ławce, bo na siódmym ławki nie ma. Dlaczego? Nie wiem. Na właściwe piętro wróciłam o 11.03, trzy, trzy raptem minuty po czasie a kolejka już była jak… no, jak na Podwalu do MPK! Szok. A wcześniej żywego ducha nie było… Zaczekałam w kolejce, trochę czasu na to zeszło… ale w końcu weszłam do środka razem z jakimś chłopakiem, bo wzywali nas w parach żeby było szybciej.

Dobrze, że miałam już podpisane zdjęcia, bo trochę szybciej poszło… przynajmniej na początku. Po wręczeniu pani wszystkich dokumentów pani z kolei wręczyła mi inne dokumenty… coś miałam podpisać, a na innym wpisać nazwisko we właściwą rubrykę. Był to arkusz podzielony na 3 części, każda oznaczała inny poziom zaawansowania. Była „zerowa znajomość”, „słaba znajomość”, ale ta została przekreślona i zastąpiona zdaniem „znany francuski, matura z innego języka”, i rubryka nr 3, „dobra znajomość”. Zerowa nie jestem, a dobra też raczej mi nie pasowała, ale nie miałam pewności, czy mogę się wpisać do środkowej rubryki, bo zdawałam maturę z francuskiego… z angielskiego co prawda też, ale nie o to chodzi… W końcu zapytałam pani, czy mogę się wpisać do środkowej rubryki, jeśli zdawałam francuski. Pani zapytała, na ile procent, ja na to, że rozszerzoną na 86%. Pani powiedziała mi, że w takim razie nie ma co się w ogóle wpisywać gdziekolwiek indziej, niż tylko do „dobrej”. Ja, otumaniona, tak właśnie uczyniłam…

Cóż ja narobiłam?! Przecież ja nie jestem „dobra”! A jak będę mieć przez to wykłady po francusku? Przecież ja słowa nie zrozumiem! Aaa!

Muszę to jakoś odkręcić... muszę...



skomentuj(0)




2008-07-19
12:15:24
19 lipca 2008

Już wiem, gdzie idę na studia…

Dostałam się na dwa z trzech kierunków, na które kandydowałam – anglistykę i romanistykę. Na japonistykę się nie dostałam, byłam 74 na liście rezerwowej… buu. Ale anglistyka mnie trochę zdziwiła… byłam 92, a miało być 60 miejsc… mimo to przyjęli mnie od razu… nie rozumiem. Na romanistyce za to byłam 22…

Ostatecznie zdecydowałam, że potwierdzę  romanistykę… Żal mi, że nie dostałam się na kierunek, na którym tak naprawdę (jak, oczywiście, zorientowałam się dopiero teraz, gdy już jest po ptokach) najbardziej chciałam studiować. W końcu zrezygnowałam, żeby nie zajmować miejsca innym…

Hm. Niby cieszę się, że będę studiować na językowym kierunku (tak przecież chciałam), ale… No, ale… no cóż.



skomentuj(0)




2008-07-01
12:23:02
1 lipca 2008

Złe z dobrym się przeplata....
Bóg nade mną czuwa. Dziś, chwilę po 8 rano, oświeciło mnie. Przecież nie podpisałam tych podań, które wysłałam, czyli są nieważne! Idiotka! Idiotkaidiotkaidiotka.
Poszłam oczywiście na pocztę i wysłałam jeszcze raz, tym razem już podpisane. Pani w okienku była miła, co się rzadko zdarza. Potem wróciłam do domu i napisałam maila do Biura Rekrutacji UJ, informując o skutkach mojego debilizmu [rzecz jasna nie tak to ujęłam, ale mniejsza już o to].
To było rzecz jasna to złe. A dobre - odebrałam dziś książkę z Allegro. Oczywiście nie obyło się bez komplikacji [pani utkwiła w korku, ja się bałam, że pomyliłam datę, itd...]. Ja zawsze tak mam.
Dzisiejszy dzień wydaje się być początkiem nowej ery... był tak nienormalny, że to aż nienormalne. Najpierw te podania, ja lecąca sama na pocztę, potem pisząca maila bez zastanawiania się trzy godziny, jak ująć myśli w słowa, potem odbierająca - sama! - książkę od obcej pani, potem robiąca - też sama - zdjęcia do dokumentów na studia...
Rany julek, przecież normalnie to w miesiąc tyle nie robię, a sama to już nigdy... nie mówiąc już o ilości smsów, które dziś wysłałam [komentarz o miesiącu jest adekwatny również do tej sytuacji].
Jeśli administracja Blog.pl odpisze mi na maila, zmieniam niedługo login... na feathergodiva. Czy tam FeatherGodiva, wszystko jedno. Ten pseudonim to taka jakby zagadka - pierwszy człon odnosi się do mojego nazwiska, drugi do imienia.
A jak nie odpisze, to nie :P

skomentuj(0)




2008-06-30
18:41:41
30 czerwca 2008

Polski - 80% r
Angielski - 95% r
Francuski - 86% r
Matma - 86% p

Moja pierwsza reakcja: polski na ILE?! Oo' Przecież na próbnej miałam 68%, wypracowania zawsze piszę na ok. 70%... no skąd to się wzięło? Skąd?
Nie żebym narzekała ^^'
Po rozdaniu poszłam do Agi i razem majstrowałyśmy przy koncie ERK. Obie kandydujemy na 3 kierunki. W końcu zdecydowałam, jakie - filologie angielska, japońska i romańska. Chcę być tłumaczem, już nieważne, z jakiego języka. W angielskim czuję się najlepiej, ale wykłady są od początku po angielsku, ja wiem, czy sobie poradzę? Poza tym opis tych studiów jest jakiś... dziwny... chcę studiować z akcentem na tłumaczenie, a tam jakaś literatura taka, owaka... chyba że to wszędzie tak jest...
Prawdę mówiąc, myślałam jeszcze o filologii hiszpańskiej, ale w końcu odrzuciłam ten pomysł... podobno ten kierunek jest bardzo popularny, ja wiem, czy się dostanę? [choć tak naprawdę w żadnym przypadku tego nie wiem :P]
Martwi mnie pewien szczegół techniczny... Aga miała na swoim podaniu komentarz pod tytułem: "do klasyfikacji wybieram przedmiot taki to a taki" w przypadku, gdy miała więcej niż jedną możliwość. Ja miałam więcej niż jedną możliwość na każdym kierunku, ale takiego dopisku nie było. Czy mam przez to rozumieć, że komisja sama wybierze, który przedmiot będzie mi się liczył jako drugi? Nie rozumiem... boję się, że to przez to, że mam 4 przedmioty, i tego czwartego nie biorą pod uwagę, czy coś... freaky...

skomentuj(0)




2008-06-26
23:50:04
26 czerwca 2008

Szalony kojot powraca.

Dzisiaj zarejestrowałam się na Allegro. Musiałam.
Idąc do biblioteki, postanowiłam, że wypożyczę jeszcze raz powieść fantasy Mercedes Lackey, tą, którą kiedyś chciałam sobie kupić. Nie było - to znaczy akurat tej książki, było dużo innych dzieł tej autorki.
Wróciwszy do domu, postanowiłam, że kupię sobie tę książkę, skoro w bibliotece tak trudno ją dostać. Łatwo powiedzieć, trudno zrobić. Przeszukałam tuziny księgarni internetowo-wysyłkowych - w jednych nie było, w innych nakład się wyczerpał. W końcu przypomniałam sobie o Allegro.
Bingo! Były 2 oferty: jedna z Kalisza, a druga z Krakowa, do tego z Czarnowiejskiej! Oczywiście wobec tego postanowiłam, że odbiorę książkę osobiście. Najpierw jednak musiałam się zarejestrować, bo okazało się, że bez tego ani rusz.
Założyłam sobie więc konto, i natychmiast zostałam sterroryzowana napisem w stylu: nie możesz dokonywać transakcji, dopóki nie wpiszesz kodu, który przyślemy ci pocztą, co zajmie cholernie długo i już nie zdążysz sobie kupić tej książki, aha! Na szczęście jednak okazało się, że mogę dokonać jednego zakupu bez kodu, a potem muszę już czekać. A proszę bardzo, potem to najprawdopodobniej to konto nie będzie mi w ogóle potrzebne, ja tylko książkę chciałam.
Upewniłam się, że na pewno kupiłam jednak książkę; okazało się, że tak [było napisane jak byk: licytacja zakończona, więc...]. Napisałam maila do pani, która wystawiła książkę na sprzedaż. Musimy się dogadać co do daty odbioru.
Sukces?

skomentuj(0)




2008-05-26
20:18:47
26 maja 2008

Kalendarium maturalne:

Polski pisemny – było
Angielski pisemny – było
Matematyka pisemna – było
Polski ustny – było
Francuski pisemny – było
Angielski ustny – był dziś
Francuski ustny – jutro

Kłębek nerwów, który w jakiś dziwny sposób zaowocował 17 punktami. To 85%... no cóż, biorąc pod uwagę to, jak odpowiedziałam, cieszę się, że nie dostałam mniej.
Nie wiem dlaczego, ale mój Anioł Stróż chyba zwraca na mnie szczególną uwagę. Idąc do szkoły, powtarzałam sobie w głowie najważniejsze tematy, poruszane w podręcznikach... a przynajmniej teoretycznie, bo tak naprawdę powtórzyłam sobie tylko ekologię. Kiedy później, już w sali, wylosowałam kopertę, okazało się, że mam do wyboru 2 tematy, relacje z rodzicami i - fanfary -  ekologię. No aż mnie zatkało normalnie.  Na szczęście nie trwale :P

skomentuj(0)









Szablon ♥TwinleafShipping♥
Art: flickr.com
Graf: opencanvas + paint.




Księgowość



2009
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień




Nauka
Instytut Filologii Romańskiej
USOSweb
UJ mail
UJ biblioteka
UJ ERK
VII LO

Języki
Le Tresor de la Langue
Le Point du FLE
Learn French
Dictionary [English-French]
Kurs japońskiego
Phrasal verbs
Idiomy
TongueTwisters
Wisdom from six-year-olds
FreeRice
GoEnglish - idioms

M&A
JPFantastica
MangaFox
One Manga
MangaHut
Manga Plus

Moje
Fanfiction.Net
nowy DeviantArt
stary DeviantART

Blogi
Rzaba
Midnight Angel
Edzia
Aque
Charatka
Akai

Różne
OPAC PBW
OPAC Rajska
najlepsza notka jaką napisałam
enneagram
kurs HTML
"Babcie" - cudna notka XD






Buttons

BarryxDawn / TwinleafShipping fanlisting Dawn/Hikari fanlisting
May/Haruka fanlisting
AshxMay / AdvanceShipping fanlisting
May/Dawn friendship fanlisting